Czantoria, Stożek (Beskid Śląski) – Koło PTT Oświęcim w Czechach -24 maja 2026

Początek w Nydku

Velká Čantoryje, Velký Sošov, Velký Stožek to czeskie nazwy granicznych szczytów, które w pogodną, majową niedzielę 2026 r. obejrzeliśmy z czeskiej perspektywy. Rankiem dotarliśmy na Zaolzie do miejscowości o dwujęzycznej nazwie cz. Nýdek pol. Nydek, co oznacza, że polska mniejszość ma znaczący udział w strukturze narodowościowej mieszkańców wioski.

Wędrówka na Czantorię wiodła nas Ścieżką Rycerską, której nazwa nawiązuje do legendy o rycerzach drzemiących we wnętrzu góry, gotowych do obrony okolicznych ziem w wypadku zagrożenia (jako żywo przypomina to tatrzańską legendę o śpiących rycerzach spod Giewontu). Podczas gdy czantoryjscy rycerze słodko spali, szybko wdrapaliśmy się do leśnego kościoła na Zakamieniu, gdzie w czasach kontrreformacji spotykali się potajemnie ewangelicy na wspólnej modlitwie. Po półtorej godzinie od startu już byliśmy przy schronisku Horska Chata Čantoryja, a chwilę później na wysokości 995 m n.p.m. przy wieży widokowej w najwyżej położonym miejscu na naszej trasie.

Nasza grupa przy schronisku na Stożku

Podejście na Czantorię odsłania beskidzki krajobraz, ale najstromsze odcinki to głównie wędrówka lasem (co w gorący dzień nie jest bez znaczenia), natomiast 9-kilometrowy odcinek pasa granicznego między Czantorią a Stożkiem dostarcza więcej wrażeń estetycznych, podobnie jak kolejna część naszej pętli po czeskiej stronie, biegnącej przez Filipkę i urokliwą, rozległą Łączkę (cz. Loučka). Gdyby chcieć poleżeć na trawie na każdej spotkanej polanie i podziwiać górskie krajobrazy po obu stronach granicy, a w każdej napotkanej górskiej chacie, karczmie czy schronisku spróbować a to zupy czosnkowej, a to pierogów, a to kofoli czy kawy, to nie jeden dzień, lecz dwa potrzebne byłyby na niespieszne pokonanie naszej niespełna 25-kilometrowej trasy.

Niedaleko Nydka, na szczycie góry Polední zatrzymało nas także miejsce, które wyraźnie nawiązuje do trudnej historii sporu o Zaolzie między Polakami a Czechami i wyraża sentyment do czasów Republiki Czechosłowacji.

Na koniec wędrówki usiedliśmy jeszcze na ławeczce ponad doliną, spoglądając na nydeckie zabudowania pośród beskidzkich wzniesień w popołudniowym słońcu.

Bilans wycieczki: po stronie strat – odciski na niektórych stopach, po stronie korzyści – dobre towarzystwo, historie z pogranicza polsko-czeskiego, piękne krajobrazy, odpoczynek na trawie, lepsza kondycja i pierwsza opalenizna po chłodnym maju.

M.D.