Wrześniowe niebo zasnute chmurami, deszcz, potem mgła, ogromne korki na zakopiance – może to nie najlepszy początek trzydniowego pobytu w Tatrach i na Podhalu. Kiedy jednak w naszym miejscu zakwaterowania na pograniczu Białego Dunajca i Gliczarowa Górnego pojawiali się kolejni znajomi miłośnicy gór, rosła radość ze wspólnego spotkania. Prawie w komplecie zasiedliśmy do obiadokolacji. Gospodarze zadbali o podniebienia swoich gości, dlatego wieczorny posiłek był rozkoszą dla naszych kubków smakowych. Potem zabrzmiały dźwięki gitary, a z gardeł ochoczo popłynęły słowa o „wczasach w tych góralskich lasach”.
Zawitaliśmy do nich następnego dnia, który początkowo nie zachęcał do górskiej wędrówki: mgła, chwilami mżawka. Obraliśmy kurs na słowackie Tatry w dwóch podgrupach. Jedni za cel postawili sobie Jagnięcy Szczyt, drudzy Zadnie Koperszady i Tatry Bielskie. Czytaj dalej












