Bujakowski Groń, Hrobacza Łąka – 22 marca 2026

Nasza grupka na zamku Wołek

Beskid Mały jest nam bliski, ale jak się okazało nie do końca znany. Dla Oświęcimian dobry na krótsze wypady, co nie znaczy mało wymagający. 22 marca 2026 r. wykorzystaliśmy słoneczny dzień, aby w górach poszukać śladów wiosny, zobaczyć kilka krajobrazowych ciekawostek, dotrzeć na rubieże XIV-wiecznego księstwa oświęcimskiego, wspiąć się na flisz karpacki, zmęczyć się przy stromym podejściu na Bujakowski Groń i odpocząć przy domu turystycznym na Hrobaczej Łące. A wszystko to na zaledwie 14 kilometrach trasy, wiodącej najpierw skrajem koziańskiego kamieniołomu, który po wyłączeniu go z eksploatacji stworzył niezwykle urokliwe miejsce. Potem przeszliśmy nad pięknie położonymi w głębi lasu trzema stawami, których woda zasila dorzecze Soły. Kolejny wyznaczony tego dnia cel to zdobycie zamku Wołek – średniowiecznej strażnicy granicznej, której budowniczymi byli panowie na zamku w Oświęcimiu. Warownia padła naszym łupem z najmniej oczekiwanej przez dawnych właścicieli strony czyli z góry.

Przy zamkowych ruinach, pod grabem spożyliśmy zwycięskie drugie śniadanie, żeby nabrać siły do ostrego drapania się pod górę, aż do szczytu Bujakowskiego Gronia. Dalej poszło już łatwo. Wędrując grzbietem znaleźliśmy się na Hrobaczej Łące, pełnej turystów, których ściąga tutaj dom turystyczny, miejsce na ognisko i piękne panoramy. Po chwili odpoczynku i przekąskach zeszliśmy na Przełęcz u Panienki, a potem na parking leśny na skraju Kóz.

Sześć godzin na szlaku to w sam raz na niedzielny odpoczynek, a przy okazji zakup miodu z koziańskiej pasieki.

M.D.