Tegoroczna zima trochę jak kobieta – zmienną jest. W połowie lutego pokazała swoje śnieżne oblicze. Są osoby, w tym i piszący te słowa, które kochają śnieg i mróz. Mogę więc powiedzieć, że trafiliśmy z terminem dobrze, no może do pełni szczęścia zabrakło słońca i przejrzystości.
Dziewięcioosobową grupą wystartowaliśmy z południowego, najwyżej położonego krańca Sopotni Wielkiej, z małego, aczkolwiek odśnieżonego parkingu przy kapliczce. Początkowo szliśmy bez szlaku łagodnie wznoszącą się droga pożarową. Około piętnastocentymetrowa warstwa świeżego śniegu, po której nikt przed nami jeszcze nie szedł, nie utrudniała szczególnie marszu i pozwalała cieszyć się urokami zimy. Po pokonaniu niespełna 300 m przewyższenia weszliśmy na szlak czarny, prowadzący z centrum Sopotni Wielkiej na Kotarnicę. Tu ścieżka stała się węższa i trochę bardziej stroma. Po około pół godzinie byliśmy na szczycie Kotarnicy (1156 m n.p.m.). Tu też zmienił się kolor szlaku na niebieski, prowadzący na główny cel wycieczki – Romankę (1366 m n.p.m.), najwyższy szczyt w Grupie Lipowskiego Wierchu i Romanki oraz jeden z najwyższych w całym Beskidzie Żywiecko – Orawskim. Jego nazwa występuje już w „Dziejopisie Żywieckim” z początku XVIII w. autorstwa Andrzeja Komonieckiego i zawsze taka używana była na mapach. Grań szczytowa wraz z północno-zachodnim i zachodnim stromym zboczem objęte są utworzonym w 1963 roku rezerwatem przyrody Romanka. Pomimo że jest to najwyższy punkt w okolicy nie jest to szczyt widokowy, porasta go bowiem, sięgający tu prawie naturalnej górnej granicy, skarłowaciały i może właśnie dlatego ciekawy las.
Można lubić mróz i śnieg, ale chyba każdy chętnie ogrzeje się i odpocznie w ciepłym miejscu. Ruszyliśmy więc żółtym szlakiem i mijając po drodze widokową (chociaż nie tym razem) Halę Pawlusią, po około godzinie weszliśmy na Halę Rysianka. Na odsłoniętym terenie hulał wiatr, wzmagający odczucie chłodu. Godzinna przerwa w schronisku, gorąca kawa lub herbata i drobny posiłek pozwoliły zregenerować organizmy przed drogą powrotną.
Na parking. zeszliśmy niebieskim szlakiem, prowadzącym wyłącznie w dół przez dolinę potoku Sopotnia. To był radosny czas, spędzony w gronie dobrych znajomych, kochających góry.
Jacek Dindorf
- Podejście z Sopotni nieznakowaną ścieżką
- Po dziewiczym puchu
- W drodze na Kotarnicę
- W drodze na Kotarnicę
- W zimowym ubiorze
- Na Kotarnicy
- W drodze na Romankę
- Na Przełęczy Pawlusiej
- Na Przełęczy Pawlusiej
- Na zejściu z Rysianki
- Kaskady na potoku Sopotnia
- Powrót na parking przy kapliczce













