Sołowy Wierch, Kikula – Międzygórze Jabłonkowsko-Koniakowskie – 25 stycznia 2025

Podejście ze Zwardonia na Sołowy Wierch

W minioną niedzielę nasze Koło PTT w Oświęcimiu odbyło ciekawą wycieczkę na polsko-słowackim pograniczu. Za cel obraliśmy Międzygórze Jabłonkowsko-Koniakowskie, dość nową krainę, a właściwie mezoregion, wyznaczony w 2018 roku na obrzeżach Beskidu Śląskiego i Żywieckiego, z górami o wysokości 500–800 m n.p.m.

Nasza wycieczka za punkt startu obrała Zwardoń, a ściślej mówiąc Myto, czyli przysiółek będący niegdyś punktem poboru opłat i kontroli na granicy Polski z Węgrami. Pogoda dopisywała od samego rana, podobnie zresztą jak frekwencja. Na starcie wycieczki zameldowało się 15 osób, które dziarskim krokiem ruszyły przed siebie w kierunku Sołowego Wierchu. Po około 40 minutach niezbyt wymagającego spaceru niebieskim szlakiem znaleźliśmy się w komplecie na wysokości 853 m n.p.m. Ten zalesiony szczyt zatrzymał nas na krótką przerwę; był też on, chcąc nie chcąc, najwyższym punktem podczas wycieczki, choć ze względu na zalesienie raczej nie zapamiętamy go na długo.

Na Szyrokim Wierchu

Po krótkim postoju ruszyliśmy w dalszą drogę. Nieznakowaną ścieżką udaliśmy się w kierunku zielonego szlaku granicznego, którym to ruszyliśmy w stronę rozległego i bardzo malowniczego Szyrokiego Wierchu (702 m n.p.m.). Ten odcinek zajął nam około godziny. Choć nie obfitował w większe przewyższenia, zalodzona droga sprawiła sporo trudności. Wielu z nas musiało założyć raczki, a ci wytrwalsi musieli wykazać się sporą czujnością, a niekiedy i kreatywnością, by bezpiecznie pokonać trudniejsze odcinki. Około godziny 10.00 byliśmy już na Szyrokim Wierchu (702 m n.p.m.), gdzie urządziliśmy sobie dłuższy postój. Jako że cała polana pokryta była śniegiem, nie były to najłatwiejsze warunki do wypoczynku, ale wszystko rekompensował malowniczy widok na miejscowość Skalité oraz położone za nią góry Beskidów Kysuckich. No i słońce, którego nam nie brakowało, a które wraz z kilkoma stopniami na plusie sprawiło, że był to naprawdę przyjemny postój.

Nasza grupa na Gazdíkovie

Po chwili ruszyliśmy w dalszą drogę. Opuściliśmy zielony szlak i prosto z polany zeszliśmy w dół, w kierunku doliny potoku Rieka, z zamiarem wejścia na przeciwległe zbocze. W drodze na czerwony szlak mogliśmy zobaczyć okazały most nad Rieką oraz tunel w ciągu drogi ekspresowej D3, łączącej Zwardoń z Czadcą. Bardzo szybko znaleźliśmy się jednak z powrotem w malowniczej aurze zimowego, słonecznego przedpołudnia i rozpoczęliśmy wspinaczkę w kierunku odkrytego szczytu Grúň (775 m n.p.m.), który uraczył nas ponownie ładną panoramą Beskidów Kysuckich, a także nieoczywistymi, drewnianymi trzema krzyżami. Jako że znaleźliśmy się na odkrytym grzbiecie, dalsza wędrówka była samą przyjemnością i niepostrzeżenie znaleźliśmy się na szczycie Kikuli (845 m n.p.m.), zataczając niejako koło i wracając w pobliże Sołowego Wierchu (801 m n.p.m.). Uważny czytelnik z pewnością zauważy tu pewną pułapkę. Otóż w bardzo bliskiej okolicy znajdują się obok siebie dwa Sołowe Wierchy (jeden ma 801 m n.p.m., a drugi 853 m n.p.m. – to nie błąd).

Kikula była naszym ostatnim szczytem, więc spędziliśmy na niej chwilę, robiąc sobie zdjęcia na wielkiej drewnianej ławce i jedząc posiłek w wiacie turystycznej. Kikula również oferuje ładną panoramę: od Beskidu Śląskiego z Baranią Górą, poprzez Wielką Raczę w Beskidach Kysuckich, po Tatry (choć to wymaga podobno sporego szczęścia – my go tym razem nie mieliśmy). Po tym, jak rozhulał się zimny wiatr, postanowiliśmy ruszyć wartko drogą powrotną do Zwardonia. Około godziny 13.30 byliśmy już na parkingu i zakończyliśmy tę nie najdłuższą, acz bardzo malowniczą i ciekawą wycieczkę, w sam raz na ostatni weekend stycznia.

Bartek Twarowski