W Tatrach z Kołem PTT Oświęcim – 11-13 września 2026

Nasza grupa w przysiółku Stołowe

Wrześniowe niebo zasnute chmurami, deszcz, potem mgła, ogromne korki na zakopiance – może to nie najlepszy początek trzydniowego pobytu w Tatrach i na Podhalu. Kiedy jednak w naszym miejscu zakwaterowania na pograniczu Białego Dunajca i Gliczarowa Górnego pojawiali się kolejni znajomi miłośnicy gór, rosła radość ze wspólnego spotkania. Prawie w komplecie zasiedliśmy do obiadokolacji. Gospodarze zadbali o podniebienia swoich gości, dlatego wieczorny posiłek był rozkoszą dla naszych kubków smakowych. Potem zabrzmiały dźwięki gitary, a z gardeł ochoczo popłynęły słowa o „wczasach w tych góralskich lasach”.

Zawitaliśmy do nich następnego dnia, który początkowo nie zachęcał do górskiej wędrówki: mgła, chwilami mżawka. Obraliśmy kurs na słowackie Tatry w dwóch podgrupach. Jedni za cel postawili sobie Jagnięcy Szczyt, drudzy Zadnie Koperszady i Tatry Bielskie.

Widok ze ścieżki na Jagnięcy Szczyt

Kto tego dnia wspiął się wyżej,
ten zobaczył więcej,
bo tylko z drogi na Jagnięcy
chmury uciekały najprędzej.

Wokół zaś Płaczliwej Skały i Hawrania
tylko „mleko się rozlewało”,
więc nabiału nam tego dnia nie brakowało.
Podobnie jak śliskiego błota i kamieni
oraz ryku nawołujących łanie jeleni.

Całodzienny wysiłek nie stanowił jednak przeszkody, aby po pysznej kolacji rozśpiewać się do północy.

Dopiero niedzielna, słoneczna aura pokazała w jak pięknym miejscu mieszkaliśmy. Naszym gospodarzom ten tatrzański widok nigdy się nie nudzi. Po śniadaniu, wspólnym zdjęciu i kawie w muzycznej oprawie piosenek turystycznych przyszedł czas pożegnań. Niektórzy wybrali się jeszcze na przełom Białki, inni pomaszerowali do Murowańca i nad Czarny Staw Gąsienicowy.

Po południu zostawiliśmy za sobą piękną panoramę Tatr, a zabraliśmy w drogę dobre wspomnienia.

Niech moc będzie z nami. Do zobaczenia znów na górskim szlaku.

M.D.