Tegoroczna zima trochę jak kobieta – zmienną jest. W połowie lutego pokazała swoje śnieżne oblicze. Są osoby, w tym i piszący te słowa, które kochają śnieg i mróz. Mogę więc powiedzieć, że trafiliśmy z terminem dobrze, no może do pełni szczęścia zabrakło słońca i przejrzystości.
Dziewięcioosobową grupą wystartowaliśmy z południowego, najwyżej położonego krańca Sopotni Wielkiej, z małego, aczkolwiek odśnieżonego parkingu przy kapliczce. Początkowo szliśmy bez szlaku łagodnie wznoszącą się droga pożarową. Około piętnastocentymetrowa warstwa świeżego śniegu, po której nikt przed nami jeszcze nie szedł, nie utrudniała szczególnie marszu i pozwalała cieszyć się urokami zimy. Po pokonaniu niespełna 300 m przewyższenia weszliśmy na szlak czarny, prowadzący z centrum Sopotni Wielkiej na Kotarnicę. Tu ścieżka stała się węższa i trochę bardziej stroma. Czytaj dalej


